Dlaczego czasami jest tak ciężko schudnąć? Dlaczego dieta nie działa?

 

 

W moich kontaktach z osobami, które w przeszłości poniosły klęskę w diecie, często słyszę podźwięk rezygnacji i braku wiary w siebie. „Mi już nic nie pomoże”, „Ja jestem przypadkiem beznadziejnym”, „Stosowałam już tyle diet i żadnych efektów”, „Raz schudłam, ale potem kilogramy wróciły z nadwyżką”, „Nie wierzę w dietetyków”… tak mówicie, a ja widzę Was oczyma wyobraźni tak, jak chcielibyście wyglądać – zgrabnych, fit, pełnych energii. I widzę, że od tego dzieli Was tylko krok – może 2 miesiące, może 6 – że ten cel jest realny, w zasięgu ręki, że wszystko, czego potrzeba, to determinacja, konsekwencja, optymizm i silna wola. Bo motywacja jest zawsze – każdy przecież chciałby czuć się lepiej. Wyglądać lepiej. Dłużej żyć. Dogonić autobus odjeżdżający z przystanku. Wbiec po schodach na 3 piętro, gdy winda nie działa, i nie zdyszeć się przy tym jak kowalski miech. Takie ważne i mniej ważne powody.

 

 

Inna grupa osób bez wiary i nadziei to ludzie, którzy nawet nie próbują. Bo przecież wizyta u dietetyka to pieniądze w błoto! Bo zdrowe żywienie musi być przecież drogie, nie da się zdrowo dietować bez kasy. Bo dieta jest dla osób z charakterem, które nie boją się głodu, bo nie dam rady odmówić sobie deseru, bo nie mam czasu na ślęczenie w kuchni cały Boży dzień. Bo złamię się i tak przy pierwszej wizycie u teściów. Bez sensu zaczynać, przecież nie jest ze mną jeszcze AŻ TAK źle!

 

 

BZDURY. Gdy to słyszę, mam chęć wysłać w kosmos wszystkich „dietetyków”, którzy zawiedli Wasze zaufanie, bo wcisnęli Wam szablonowe, monotonne diety. Wszystkich promujących diety-cud, diety dla mas, cudowne suplementy, magiczne spalacze tłuszczu, „jesz co chcesz i chudniesz, zobacz – oni już spróbowali, dziś cieszą się wymarzoną sylwetką!!!”… „Tajemniczy preparat z Indonezji podbija świat – jedna tabletka przed posiłkiem wystarczy, byś bez wyrzeczeń cieszył się szczupłym jędrnym ciałem!”

 

 

Nie, to nie tak.

 

 

  • Dieta MUSI być skrojona na miarę, jak dobry garnitur, jak wygodne szpilki do nieba.

 

  • Dieta MUSI bazować na Twoich konkretnych, charakterystycznych parametrach wyjściowych.

 

  • Dieta MUSI uwzględniać i respektować Twoje osobiste względy zdrowotne.

 

  • Dieta MUSI pozostawać w harmonii z Twoim trybem dnia, preferencjami, smakiem, budżetem, sytuacją rodzinną, rodzajem wykonywanej pracy.

 

  • Dieta MUSI pasować do Twojej aktywności codziennej.

 

  • Dieta MUSI być zbilansowana pod względem odżywczym, pełnowartościowa.

 

  • Dietę TRZEBA wciąż do siebie i swoich zmieniających się warunków i upodobań DOSTOSOWYWAĆ.

 

  • MUSI BYĆ TYLKO DLA CIEBIE, inaczej zadziała słabo, zadziała tymczasowo – albo NIE ZADZIAŁA WCALE…

 

 

Ach – i jeszcze ;):

 

 

  • DOBRA DIETA to nie ciągły dyskomfort głodu!Przeciwnie – to brak napadów wilczego głodu, gdy mógłbyś „zjeść konia z kopytami” 😉

 

  • DOBRA DIETA nie musi być droższa niż brak diety! Może być wybawieniem dla domowego budżetu, gdyż eliminuje zbędne wydatki na śmieciowe jedzenie 😉

 

  • DOBRA DIETA nie powoduje spadku energii, przeciwnie – dodaje energii, lekkości, bystrości umysłu!

 

 

Na diecie niektórzy świetnie sobie radzą, inni z kolei niekoniecznie. Zdarza się, że początkowo wszystko idzie dobrze, ale pewnego dnia waga się zatrzymuje i stoi tydzień, dwa, w miejscu. Pewnie zadajemy sobie wtedy pytania: czy jest to moja wina czy diety? Czy po prostu dieta zadziałała tak, że pozbyliśmy się tylko wody i koniec, i nic więcej się nie wydarzy, albo pozbyliśmy się mięśni i teraz też nic więcej się nie stanie? A może chudnie się tylko do pewnego momentu, a później już się nie chudnie? W takiej sytuacji do akcji wkracza dietetyk, który jest w stanie powiedzieć, czy to jest normalne, czy nie, czy może coś powinno zmienić w samej diecie, bo być może w niej tkwi problem.

 

 

Często zdarza się też, że część komórek jest zamkniętych na działanie insuliny, a część jest otwartych. Może być też tak, że organizm produkuje ogromne ilości tego hormonu, ale tylko pod wpływem określonych czynników, na przykład pod wpływem zjedzenia kromki chleba czy nawet kawałka mięsa. Insulinooporność, wielokrotnie nawet niezdiagnozowana, bywa trudnym przeciwnikiem diety redukcyjnej.

 

 

Zazwyczaj jednak diety świetnie się sprawdzają w przypadku większości osób, pod warunkiem że są dobrane indywidualnie: ilość białka, tłuszczu i węglowodanów w diecie jest odpowiednio zbilansowana względem zapotrzebowania oraz względem siebie nawzajem. Część osób będzie znakomicie funkcjonować na jajkach, warzywach i mięsie, z kolei dla innych osób niezbędne będzie włączenie do diety kasz czy owoców. U jednych owoce będą powodowały gwałtowne przybieranie na wadze, a u drugich nie będą miały na to żadnego wpływu.

 

 

ZAPRASZAM DO LEKTURY WPISU, 

W KTÓRYM DZIŚ ZEBRAŁAM NAJWAŻNIEJSZE POWODY, DLACZEGO DIETA „NIE DZIAŁA”.

 

 

Jak zawsze zapraszam też wszystkich pogrążonych w zwątpieniu  do bezpośredniego kontaktu ze mną jeśli w czymkolwiek mogę pomóc. Jako dietetyk z pasją – komponuję tylko najlepsze diety i każdą z nich traktuję niczym osobne, obdarzone wyrazistą osobowością, ewoluujące i zawsze najukochańsze dziecko 😉

 

 

  1. DIETA ŹLE DOBRANA

 

 

 

 

Źle dobrana dieta to dieta, która nie ma prawa działać na osobie, która ją stosuje. Może być tak, że ściągnęliśmy sobie dietę z internetu albo wzięliśmy ją od koleżanki, która powiedziała, że to fantastyczna dieta, bo zrzuciła 10 kilogramów w miesiąc. Liczymy na to, że schudniemy podobnie.
Dieta może być źle dobrana także np. wtedy, kiedy mamy problem z insuliną i stosujemy dietę, która nam tę insulinę dodatkowo stymuluje.
Zapraszam wszystkich pogrążonych w zwątpieniu.

 

 

 

  1. DODATNI BILANS ENERGETYCZNY – jemy za dużo.

 

 

 

 

Jemy za dużo – dlaczego? Przeważnie problem dotyczy wielkości porcji, lekceważenia wagi posiłku/ produktu, odmierzania „na oko”, przekąszania pomiędzy ustalonymi posiłkami „bo to przecież TYLKO jabłko”, niekiedy powodem jest niedostatecznie sprecyzowana przez dietetyka z Bożej łaski kaloryczność, waga lub sposób przygotowania posiłku. Pułapka ta jest bardziej niż powszechna, dlatego przechodząc na dietę redukcyjną musimy zmienić cały sposób myślenia o pożywieniu. Wszystko, dosłownie wszystko, jest źródłem kalorii. Szklanka soku, łyżeczka cukru, mleko do kawy, kęs banana – wszystko, przynajmniej na początku, powinno być przez osobę na diecie zanotowane i uwzględnione w dziennym bilansie kalorii. Ważenie i odmierzanie jest uciążliwe tylko na początku, potem częściowo wchodzi w nawyk, częściowo koduje się w głowie i nie musimy już za każdym razem zerkać do naszych ściąg. Dlatego warto po pierwsze uzyskać od dietetyka jadłospis szczegółowo opisany pod kątem gramatury i kaloryczności, poza tym zaopatrzony w konkretne przepisy na poszczególne dania. Poza tym sprytne jest przypięcie tabeli kalorii np. magnesem do lodówki, żeby mieć tę wiedzę w zasięgu wzroku przygotowując posiłek. No i KONIECZNIE musimy zaopatrzyć się w dobrą, czułą wagę kuchenną!

 

 

 

  1. ZBYT MOCNO ZANIŻONY BILANS ENERGETYCZNY

– dieta zbyt restrykcyjna

 

Niektórzy wierzą, że na diecie trzeba odczuwać głód albo lekki dyskomfort – że wtedy dieta działa i będzie skuteczna. Otóż nie, dieta to pewien długofalowy sposób odżywiania, to nie jest coś, co należy stosować przez chwilę i głodować. Dieta powinna dawać satysfakcję, komfort psychiczny i fizyczny, nie powinniśmy myśleć o tym, że jesteśmy głodni, powinniśmy w ogóle zapomnieć o jedzeniu!
Innym powodem może być to, że ogólnie w ciągu dnia jemy za mało – posilamy się za rzadko lub porcje są niewystarczające, a co za tym idzie dostarczamy organizmowi zbyt mało wartości odżywczych, zbyt mało witamin, minerałów, białek, tłuszczów. Chudnięcie to złożony proces, w który zaangażowanych jest dziesiątki i setki składników, hormonów, enzymów, narządów. Jeśli nie zapewnimy im wszystkim warunków do pracy, nasz proces spowolni lub będzie przebiegał niewłaściwie, w skrajnych wypadkach odwróci się, gdy organizm włączy czerwony alarm i przejdzie w stan maksymalnego spowolnienia procesów z jednoczesnym gromadzeniem rezerw (tkanka tłuszczowa), co jest charakterystyczne dla rozpoznania przezeń zagrożenia dobrostanu biologicznego.

 

 

 

  1. ZASILANIE POTRENINGOWE LUB POWYSIŁKOWE

NIEADEKWATNE DO ZAPOTRZEBOWANIA

 

 

 

Aktywność jest wpisana w naszą codzienną fizjologię. Aktywność fizyczna to biologiczna potrzeba ustroju, każdy z nas powinien ruszać się na co dzień – a to, że się rusza, nie zawsze oznacza, że powinien zaraz po tym zjeść. Człowiek pierwotny biegał z dzidą za zwierzem i kiedy polował, miewał krótkie epizody, w których ta aktywność była bardziej niż intensywna. Prawdopodobnie nie znał on jednak teorii zasilania powysiłkowego i raczej nie wchodził od razu na drzewo po banana, żeby uzupełnić węglowodany. Posiłki potreningowe mają sens wtedy i tylko wtedy, gdy aktywność rzeczywiście była większa niż przeciętna. Jeśli w ciągu dnia odżywiamy się niskowęglowodanowo, wtedy rzeczywiście warto uzupełnić te węglowodany. W aktywnościach typu spacer, nordic walking, pływanie czy nawet rower/ jogging (jeżeli jesteśmy zaadaptowani do takiego treningu), zwykle nie ma potrzeby uzupełniania w specjalny sposób tego, co spalimy. Natomiast po intensywnym treningu typu HIIT lub treningu siłowym – wręcz należy zadbać o wyrównianie glukozy i glikogenu mięśniowego, a także regenerację białkową – to jednak temat rzeka na zupełnie osobny wpis.

 

 

 

  1. ZA MAŁO LUB ZA BARDZO ODŻYWCZA ŻYWNOŚĆ

 

 

 

 

Za mało odżywcza – czyli nieurozmaicone posiłki, diety jednoskładnikowe, restrykcyjne diety eliminacyjne, zbyt dużo błonnika (z wyjątkiem uzasadnionych wypadków, np. cukrzycy). Jak pisałam wyżej, zbilansowanie diety jest kluczowe dla jej skuteczności, czyli podtrzymania nieprzerwanego,niezakłóconego, systematycznego procesu spalania rezerw przy zachowaniu maksymalnego dobrostanu ustroju.

 

 

Zbyt odżywcza – niektórzy zapewne nawet o tym nie pomyśleli, bo jak to – zbyt odżywcza? Może w ogóle taka być?…
Owszem, może. Bardzo wyraźnie obrazuje to np. taka sytuacja:

 

 

Pani postanawia zrzucić zdrowo i zgodnie z zasadami żywienia nadprogramowe 7 kg wagi. Jej menu było dotychczas typu byle-jakiego – biały chleb, nutella, drożdżowe bułeczki z budyniem, fast food na obiad, szejk z Maca na podwieczorek, bratwursty z sosem bbq na kolację. I podjadanie typu chipsy, rafaello. Powiedzmy 😉
Pani zaopatrzyła się w dobrą dietę od dietetyka, wypełniła lodówkę jajami z wolnego wybiegu, kefirem, chudym drobiem, wędzoną rybką, na stole piętrzą się w koszu owoce o niskim IG, w piwnicy ekologiczne warzywa. Pani gotuje na parze, grilluje, doprawia surówki oliwą extra virgin, liczy kalorie na deficycie -500, chipsy przestają dla niej istnieć. Po tygodniu przykra niespodzianka – na wadze + 1 kg! SKĄD?!!! DLACZEGO?!!!

 

 

Odpowiedź jest banalna: czasami jest tak, że tyjemy w pierwszym miesiącu diety, ponieważ organizm dostał jakby wiatr w żagle: wreszcie otrzymał składniki odżywcze, z których może sobie coś odbudować. Nadmiar składników odżywczych może się pojawić, jeśli wcześniej nasza dieta była jałowa i opierała się głównie na słodkościach, bułkach, produktach pszennych – słowem na produktach o nikłej gęstości odżywczej. Oto nagle zaczynamy jeść na przykład jaja, które zawierają wszystkie składniki witaminowe, mineralne, wysoce biodostępne białko – nasz organizm regeneruje się więc, odbudowuje. Może się okazać, że początek diety to zamiast chudnięcia wręcz kilogram czy 2 do góry! Powrót do równowagi zazwyczaj trochę trwa i dopiero wtedy, kiedy organizm zrównoważy się, zaczyna się pozbywać zbędnej tkanki tłuszczowej – ponieważ czuje się już „bezpieczny”. Nie należy się tym zrażać, nie należy niczego zmieniać bez konsultacji ze swoim dietetykiem. To wbrew pozorom może być bardzo dobry znak, taki rozbieg zawodnika przed linią startu.

 

 

Innym przykładem zbyt odżywczej diety jest – banalnie! – PRZEJADANIE się zdrowymi produktami. Chrupanie zdrowych orzechów przed TV, przegryzanie suszoną morelką, litry soków owocowych, mnóstwo owoców, fura komosy ryżowej do obiadu, wątróbki z dorsza na żytnim chlebku bez opamiętania, słodzenie miodem, na czczo i do każdej surówki po kilka łyżek oleju lnianego – i tak kaloria do kalorii wychodzi bilans na super-plus… 😉

 

 

 

  1. ZBYT CZĘSTE JEDZENIE LUB ZBYT RZADKIE JEDZENIE

 

 

Część dietetyków nie przebierając w metodach zaleca posiłki równo co co trzy godziny, ale zawsze należy pamiętać o działaniu mechanizmu insulinowego. Jeżeli będziemy jeść co trzy godziny, a u nas jest akurat tak, że insulina nie zdąży spaść, to spożywając kolejny posiłek, ponownie, bez spadku, podniesiemy jej poziom. W obecności insuliny tkanka tłuszczowa nie spala się. Insulina musi opaść, żeby mógł się włączyć hormon antagonistyczny – glukagon – który również znajduje się w trzustce. Taki mechanizm fizjologiczny u człowieka może zajmować od 3 do nawet 6 godzin. Insulina wzrasta po posiłku, żeby zapakować jedzenie w komórki, po czym hormon ten spada, zaczyna się okres między posiłkami i faza wczesnego głodu. Jesteśmy tak skonstruowani, że odkładamy sobie tkankę tłuszczową na wypadek głodu. Mamy również hormony, które umożliwiają nam korzystanie z tej tkanki tłuszczowej, a takim hormonem jest choćby glukagon, który włącza tylko wtedy, kiedy spadnie insulina.
Z tego powodu koniecznie trzeba znać swój organizm na tyle, by ocenić, jak u nas przebiega metabolizm glukozy i jak w związku z tym powinniśmy rozplanować posiłki w ciągu dnia w taki sposób, by dopasować godziny jedzenia do tempa własnego metabolizmu . Jedni będą tryskać energią i chudnąć jedząc co 3 godziny mniejszą porcję posiłku, inni potrzebują przerw 4 h by mechanizm zadziałał poprawnie i waga zaczęła spadać, a są i tacy, którym wystarczą w zupełności 3 posiłki dziennie co 5 czy 6 h, bez drugiego śniadania i bez podwieczorku, oczywiście odpowiednio pożywne, i dopiero wówczas zobaczą efekty „na liczniku”. Nieocenioną pomocą będą tutaj badania laboratoryjne – jeśli wydaje się, że wszystko robisz dobrze, a wbrew logice nie chudniesz — wykonaj tzw. krzywą cukrową, która miarodajnie określi Twoje indywidualne tempo przetwarzania glukozy i pozwoli efektywniej rozplanować dzienny jadłospis.

 

 

 

  1. ZABURZENIA HORMONALNE LUB INNE ZABURZENIA W ORGANIZMIE

 

 

 

Najtwardszy przeciwnik efektywnego chudnięcia. Zaburzenia hormonalne to między innymi problemy z tarczycą (niedoczynność), ale też i Hashimoto, choroba autoimmunologiczna. Istnieją również inne zaburzenia autoimmunologiczne, od których zależy później uwalnianie hormonów, czy na przykład nadmiar insuliny, która może z kolei wpływać na nadprodukcję prolaktyny lub testosteronu – to wszystko ma bardzo negatywny wpływ na procesy odchudzania. Hormony sterują całym naszym ciałem, zachwianie ich wzajemnej równowagi może dalece zaburzać prawidłowe reakcje na dany bodziec i poprawność przebiegu wszystkich procesów w organizmie. Dlatego w szczególnie opornych przypadkach konieczna jest ścisła współpraca osoby zainteresowanej, jej endokrynologa oraz dietetyka – leczenie wspomagane dietą oraz kontrola wyników i ciągły monitoring oddziaływania diety na samopoczucie i poziom hormonów.

 

 

Dobrą wiadomością jest natomiast, że często wystarczy zbilansować podaż niektórych witamin i pierwiastków czy ograniczyć podaż konkretnego składnika, by organizm „zaskoczył” hormonalnie. Takim pierwiastkiem jest m.in. jod, witaminą – bezcenna D3, a składnikiem np. węglowodany dostarczane w pożywieniu – i dużo sama dieta może tutaj zmienić na lepsze.

 

 

 

  1. NIEUZASADNIONY LĘK PRZED TŁUSZCZEM

I LEKCEWAŻENIE WĘGLOWODANÓW

 

 

 

Załóżmy, że jemy zdrowe chude 3 posiłki w ciągu dnia, prawie same warzywka z pełnoziarnistą kaszą czy brązowym ryżem, bo chcemy przyspieszyć proces utraty wagi. Tłuszcz ograniczamy tak, że go prawie nie ma. Co się stanie?

 

 

Niestety efekt takiej diety może niemile zaskoczyć – będziemy głodni między posiłkami (długie przerwy), spadek insuliny i cukru włączy nam hormon stresu kortyzol, ten z kolei uruchomi red alert – „Niedożywienie!! Wszystkie jednostki do bazy!”… I tak oto skierujemy nasze wszystkie – zdrowe w dobrej wierze spożyte – węglowodany do bazy tłuszczowej, w mundurach trójglicerydów, gotowe do walki o przetrwanie ustroju. Mało kto by pomyślał, że tak to się rozgrywa wewnątrz naszego ciała.

 

 

Tymczasem jeśli jemy rzadziej, posiłki powinny być bardziej treściwe, bardziej zasobne w tłuszcz. Tłuszcz w nadmiarze się nie wchłonie, po prostu „przeleci” przez nas – węglowodany z kolei wchłoną się i odłożą w każdej ilości, ponieważ komórki tłuszczowe nie posiadają limitu wzrostu.

 

 

Komórki tłuszczowe to nie jest ten sam tłuszcz, który zjadamy – to węglowodany zamieniane w trójglicerydy, to jest właśnie nasz magazyn. Tu uwaga – białka spożyte w nadmiarze także potrafią zamienić się w tkankę tłuszczową, ponadto obciążają nieco wątrobę i nerki, dlatego należy z nimi uważać. Tłuszczu dobrze mieć dość dużo w diecie, z węglowodanami to już indywidualna kwestia – oczywiście cały czas mamy na myśli ZDROWY tłuszcz, utwardzonym tłuszczom cukierniczym mówimy stanowcze NIE! Natomiast dajemy fory tłustym rybom morskim , oliwie z oliwek, rzepaku, lnu, orzechom i pestkom, jajom, pełnowartościowemu nabiałowi, białym mięsom, pełnowartościowym wędlinom :).

One comment on “Dlaczego dieta nie działa?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *