Węglowodany stanowią największą objętościowo część pożywienia człowieka i zaspokajają na ogół około 50-60% jego zapotrzebowania na energię.

Wynikałoby z tego – pozornie – że są nam niezbędne, stanowią podstawę naszej egzystencji. Przecież jeśli coś gdzieś występuje w większości, to bez wątpienia natura miała w tym swój cel? Jeśli autorytety nauki, specjalnie powołane komisje, przedstawiciele profesji i komitetów medycznych ustalają, że powinniśmy spożywać ich określoną ilość – to chyba nie należy z ich ustaleniami dyskutować?

 

 

Węglowodany dzielimy pod względem budowy na proste (np. glukoza, fruktoza), oraz złożone – dwucukry (np. sacharoza, laktoza) i wielocukry (np. skrobia). Ten podział jest najistotniejszy z punktu widzenia dietetyki i kluczowy dla naszych rozważań. Upraszczając – węglowodany złożone będą dla nas zdrowsze od prostych, proste natomiast są zdecydowanie preferowane z punktu widzenia gospodarki energetycznej, gdyż są gotowym do użycia paliwem dla organizmu. Jeśli decydujemy się na standardowe spożycie węglowodanów, potrzebne nam będą zarówno pierwsze, jak i drugie –kluczem są  zawsze umiar oraz zdrowy rozsądek. Całkowicie natomiast zbędne będą nam wszelkie słodziła i słodycze oraz różnego typu cukry przetworzone.

 

 

Czy węglowodany są nam niezbędne do życia?

 

 

W okresie paleolitu, wiele tysięcy lat temu, nasi przodkowie jedli głównie warzywa, owoce, orzechy, korzenie i mięso. Ta dieta była bogata w tłuszcze i białko, a uboga w węglowodany pochodzące ze zbóż i cukrów. Węglowodany obecne w roślinach powracały do jadłospisu sezonowo, w zgodzie ze zmieniającymi się porami roku i okresami owocowania poszczególnych gatunków.

 

 

Dieta przeciętnego współczesnego człowieka jest dziś całkowitą odwrotnością tamtej i dowodzi, że „lepsze” często jest wrogiem dobrego. Skutki nadmiaru złej jakości węglowodanów w diecie są zatrważające. Nigdy wcześniej nie doświadczaliśmy tylu wyniszczających, przewlekłych chorób, u podstaw których leżą złe wybory dietetyczne. Nie ma wątpliwości, że człowiek NIE został zaprogramowany do spożywania takiej ilości rafinowanego cukru, syropów glukozowo-fruktozowych, produktów mącznych i słodzonych  produktów mlecznych. Obecnie cukier dodaje się na skalę globalną do około 80% produktów gotowych – wypieków, nabiału, wędlin, garmażerki. W rzeczywistości człowiek mógłby żyć i funkcjonować bez tego wszystkiego, a jego zdrowie, ostrość zmysłów, bystrość myślenia – tylko zyskałyby na tym. Co więcej – teoretycznie mógłby funkcjonować również bez JAKICHKOLWIEK węglowodanów w diecie, „dobrych” czy  „niedobrych”, ponieważ organizm ludzki potrzebuje ich tak naprawdę bardzo niewiele i tę konieczną ilość potrafi wytworzyć sobie sam, bez konieczności dostarczania ich spoza ustroju.

 

 

Jeśli teoretycznie możemy żyć bez węglowodanów, to co sprawia, że tak dużo ich spożywamy? Czy decydującym jest, że stanowią PREFEROWANE źródło energii dla każdego typu komórek w naszym ciele?

 

 

Pogląd, że owszem, jest wszechobecny. Każdemu z nas – od cukrzyków poczynając, a na zawodowych kulturystach kończąc – doradza się upewnić, czy spożywamy wystarczającą ilość węglowodanów, by nasze ciało było dostatecznie chronione przed procesami katabolicznymi. Niesłusznie, gdyż to właśnie nadmiar węglowodanów w diecie jest głównym winowajcą  współczesnych problemów zdrowotnych, a w rzeczywistości to TŁUSZCZ, nie węglowodany, jest od zamierzchłych czasów najlepszym paliwem dla naszego organizmu. Co więcej – organizm ludzki uzbrojony jest w precyzyjne mechanizmy oszczędzania węglowodanów, które uruchamiają się automatycznie gdy tego makroskładnika jest w diecie zbyt mało.

 

 

Zmiany hormonalne związane z niskim poziomem węglowodanów w diecie to przede wszystkim obniżenie poziomu insuliny wraz ze wzrostem poziomu glukagonu. Uaktywnia to szereg procesów, które w istotnej mierze sprzyjają zajściu glukoneogenezy – resyntezy glukozy z nie-cukrowych prekursorów, np. aminokwasów, glicerolu, mleczanów. Ponieważ jest to jednak proces kosztowny energetycznie – ciało niejako limituje wykorzystanie glukozy na rzecz ciał ketonowych w celu zmniejszenia zapotrzebowania na glukoneogenezę (do syntezy 1 g glukozy potrzeba średnio 1,6 g aminokwasów – dlatego, aby zaopatrzyć mózg w konieczne  100 do 120 g / dzień, konieczny byłby rozkład od 160 do 200 g białka, co odpowiada mniej więcej 1 kg tkanki mięśniowej). Jest to zdecydowanie niepożądane, więc ciało ogranicza wykorzystanie glukozy i tym samym chroni tkankę mięśniową. W wątrobie, w stanie dobrego odżywienia, acetylokoenzym A powstały podczas beta-oksydacji kwasów tłuszczowych, jest utleniany do CO2 i H2O w cyklu kwasu cytrynowego. Jednak, gdy tempo metabolizowania kwasów tłuszczowych z tkanki tłuszczowej rośnie – jak na przykład przy niskiej podaży węglowodanów – wątroba przekształca acetylokoenzym A w ciała ketonowe: kwas acetylooctowy i kwas 3-hydroksymasłowy. Wątroba nie potrafi sama korzystać z ciał ketonowych, ponieważ nie posiada transferazy koenzymu A. W związku z tym ciała ketonowe płyną z wątroby do innych tkanek (na przykład mózgu) do wykorzystania jako paliwo; związki ketonowe świetnie potrafią zastąpić do 75% potrzebnej mózgowi glukozy. W porównaniu z glukoza, ciała ketonowe są ponadto bardzo dobrym paliwem oddechowym. Podczas gdy 100 g glukozy generuje 8,7 kg ATP, 100 g 3-hydroksymaślanu może dać 10,5 kg ATP, a 100 g acetylooctanu 9,4 kg ATP. Mózg intuicyjnie będzie więc wybierał jako źródło energii ciała ketonowe – o ile tylko ich poziom we krwi pozostanie wystarczająco wysoki.

 

 

W tym miejscu należałoby podkreślić, że przy wszystkich swoich zaletach ciała ketonowe mają jedną bardzo istotną dla ustroju wadę – nie są tak uniwersalnym źródłem energii jak glukoza i nie każdy typ komórek może czerpać z nich energię. Komórki nie posiadające mitochondriów będą skazane na pozyskiwanie energii z glukozy (są to np. erytrocyty – czerwone ciałka krwi).

 

 

Programowanie metaboliczne 

 

 

Z historycznego punktu widzenia, spożycie węglowodanów zawsze było stosunkowo niewysokie. Dość rzadko jednocześnie występowały w czasach dawniejszych dobrze nam dziś znane schorzenia związane z insulinoopornością, wtórnie powodowaną nadmiarem cukrów w diecie.

 

 

Dowody niezbicie potwierdzają, że nadmierne spożycie węglowodanów, głównie przetworzonych cukrów oraz fruktozy, jest głównym czynnikiem odpowiadającym za lawinową epidemię nadwagi, otyłości i związanych z tym problemów zdrowotnych.

 

 

O programowaniu metabolicznym mówi się głównie w aspekcie życia wewnątrzmacicznego oraz wczesnego niemowlęctwa, gdy długotrwała ekspozycja wrażliwego młodego organizmu na pewne czynniki zewnętrzne, w tym żywieniowe, wywołuje mniej lub bardziej trwałe zmiany w jego metabolizmie. Fenomen ów jest od dawna przedmiotem badań naukowców na całym świecie i wciąż tematem nie do końca poznanym – podobnie jak kwestia programowania (a trafniej być może – „aktualizacji oprogramowania”) metabolizmu osobników dorosłych.

 

 

W najprostszym wydaniu taka aktualizacja funkcjonuje jako swoisty fat-switch. Jeśli spożywasz zbyt dużo węglowodanów, przede wszystkim cukrów prostych, programujesz swój organizm na gromadzenie i magazynowanie zasobów tkanki tłuszczowej. Jeśli spożywasz w zamian więcej tłuszczów, a węglowodany stanowią zaledwie margines codziennego jadłospisu – programujesz organizm na długofalowe pozyskiwanie energii z tłuszczów – także tych, które odłożyły się wewnątrz twojego ciała.

 

 

Oznacza to, że jeśli ograniczylibyśmy dzienne spożycie węglowodanów do absolutnego minimum – nawet poniżej 50 g dziennie – i „braki” zastąpili białkiem oraz tłuszczem, moglibyśmy dosłownie PRZEPROGRAMOWAĆ nasze geny z powrotem do ewolucyjnie zasadnych „ustawień fabrycznych”, które mieliśmy w chwili narodzin, a które dawały nam zdolność do pełnego, efektywnego  wykorzystywania naszych zasobów tłuszczowych jako źródła energii przez resztę życia –  tak długo, jak długo będziemy słać właściwe impulsy naszym genom.

 

 

(cdn.)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *