Taka po-sobotnia refleksja z cyklu #obalamymity 🙂

 

 

Otóż ALKOHOL NIE TUCZY.

 

 

Nie istnieją absolutnie żadne dowody popierające tezę, że od samego alkoholu przybiera się na wadze, a wszelkie badania i doświadczenia przeprowadzone w tym temacie przez grupy naukowców wskazują wręcz odwrotnie.

 

 

Naukowcy przebadali m.in. 5 grup normalnie żywionych szczurów – szczury te były w identycznej kondycji, przetrzymywano je w identycznych warunkach i wszystkie przyjmowały identyczną ilość kalorii. Jedyną zmienną była liczba podawanego im alkoholu, przy czym szczury miały cały czas do dyspozycji  taką samą ilość jedzenia -więc można by się spodziewać, że przytyją. Jednak gdy do ich butelek z wodą zaczęto dodawać alkohol, proces przybierania na wadze został wyraźnie ograniczony, i to w sposób stopniowy:

 

 

– picie 5% mieszanki alkoholu z wodą zmniejszyło przyrost wagi o 1g,

 

– gdy zawartość alkoholu podniesiono do 10%, szczury w zasadzie przestały tyć.

 

– mieszanka 20% poskutkowała już utratą 5 g wagi

 

– roztwór 40% spowodował, że przyjmujące go szczury były o 29 g chudsze, niż te pijące samą wodę!

 

 

Herezja? 😉

 

 

 

 

Każdy z nas zna pojęcie PUSTYCH KALORII, każdy wie, że alkohol jest bardzo kaloryczny, nikt nie dyskutuje z absolutnym zakazem spożywania alkoholu na diecie. Osoby, które walczą o zrzucenie kilku kilogramów, często przerywają dietę z tego banalnego powodu – bo nagle trafia się wesele znajomych, grill u przyjaciół, domówka, oblewanie dyplomu, wypad ze znajomymi do pubu. Wydaje im się, że skoro zgrzeszyli, zaprzepaścili całą wielotygodniową pracę nad sobą, wszystko co osiągnęli. No bo jak to tak? Odmawiasz sobie deserów, robisz zakupy w sklepach ze zdrową żywnością, bombardujesz organizm witaminami, czytasz etykiety, jesteś chodzącym kalkulatorem kalorii – i nagle siedzisz w gronie zacnych znajomych, sączysz drinka z palemką (kalkulator wciąż działa!), czujesz się podle, sumienie uciszasz kolejnym drinkiem, kalkulator wyświetla fatal error, poczucie winy rośnie, za tydzień znów ma być impreza (u Asi/ u Tomka/ na Woodstock – nieistotne, ma być i Ty tam będziesz) – „aaaaaa, bez sensu ta dieta teraz, zacznę znów po Woodstocku…”

 

 

Błąd! Nie musisz rezygnować, nic się wielkiego nie stało. Ot, małe potknięcie. Wcale nie będzie kilograma na plusie od tych demonizowanych kalorii z alko.

 

 

Jak to możliwe?

 

 

Otóż tak: sam w sobie alkohol nie zawiera ani grama białka, węglowodanów ani tłuszczy. Kalorie alkoholu nie wykazują biodostępności, co oznacza, że nie mogą być w żaden sposób konstruktywnie spożytkowane przez ustrój ani odłożone jako rezerwa energetyczna. Alkohol jest dla ustroju TOKSYNĄ, która obciąża i wyniszcza, której należy się pozbyć – nie jest jednak w żaden sposób paliwem ani budulcem. Należy jednak rozróżnić pojęcie kaloryczności alkoholu od pojęcia kaloryczności NAPOJU alkoholowego oraz wziąć pod uwagę ryzyko stępienia czujności, kaloryczność „popitek”, przekąsek, etc. 😉 – to tutaj „czają się” kalorie. Organizm karmiony toksynami alkoholowymi w pierwszej kolejności zajmie się metabolizowaniem tychże, osiągalne zaś w tym samym czasie inne źródła energii (tłuszcz oraz węglowodany) zostaną zamienione w tkankę zapasową (tłuszczową).

 

 

 

 

Wnioski?

 

 

Jeśli planujesz napić się czegoś alkoholowego podczas imprezy, a obawiasz się o wpływ alkoholu na Twoją dietę, pamiętaj:

 

 

– NIGDY nie opuszczaj zaplanowanych posiłków ani nie zubażaj ich kalorycznie w poczet „kalorii” które spożyjesz w postaci alkoholu. Zjedz zaplanowaną kolację!

 

– jeśli to możliwe, sam/-a przygotowuj swoje drinki – sok będzie lepszy niż gazowane słodzone napoje, ostatecznie użyj napojów typu light/ zero. Margherita na przykład, w zależności od użytych składników, może mieć od 150 do 800 kcal! Gotowe drinki zza baru są przeważnie przygotowywane na bazie syropów owocowych, co znacznie podnosi ich kaloryczność.

 

– zapomnij o likierach, ajerkoniakach i White Russia. Jeśli ma Ci zaszumieć z głowie – wybierz czystego shota. Jeśli chcesz wypić dla towarzystwa czy dla smaku, postaw na wytrawne/ półwytrawne wino, prostego drinka z lodem albo piwo – i sącz je jak najdłużej.

 

– jeśli to możliwe, przed imprezą przygotuj sobie zestaw niskokalorycznych, zdrowych przekąsek, które nie zrujnują Twojej diety – koreczków, mini-kanapeczek, light-dipów, etc. Jeśli to niemożliwe, przegryź raczej orzeszkiem niż chipsami!

 

– pamiętaj, żeby pić w czasie imprezy jak najwięcej wody – w ten sposób zapobiegniesz zaburzeniom elektrolitów, ułatwisz usunięcie toksyn alkoholowych, unikniesz kaca.

 

– nie zadręczaj się nazajutrz wyrzutami sumienia, po prostu KONTYNUUJ DIETĘ. W dniu po imprezie zwiększ ilość płynów (woda, woda z cytryną), zjedz lekkostrawne, wartościowe śniadanie, zadbaj o uzupełnienie potasu – koktajl z banana, kilku suszonych moreli i 2 łyżek otrąb pszennych na 1-2 szklanki wody mineralnej będzie zdecydowanie lepszy niż kawa!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *