… Bilans poprodukcyjny ;D:

 

 

– KUCHNIA pobojowisko. Góra naczyń – miski, blendery, malaksery, foremki od lodu, maszynka do mięsa i wszystkie końcówki do niej. Kredens cały uwalany mielonym indykiem. Podłoga podobnie. Pies bardzo szczęśliwy ;D

 

 

– WŁAŚCICIELKA KUCHNI, psa oraz malaksera – obłęd w oczach, wypieki na policzkach, uwalana po łokcie mielonym – podobnie jak wszystko i wszyscy w promieniu trzech metrów 😀

 

 

– RODZINA WŁAŚCICIELKI – głodne zombie. Zbiegowisko wokół maszynki do mięsa niczym pod Lidlem na promocjach. Parówki zabookowane już na etapie produkcji. Mielony indyk rozniesiony na kapciach po całym piętrze. Pies w euforii.

 

 

– CENNY CZAS WOLNY właścicielki – który mogła spędzić chłonąc 9 sezon Grey’s Anatomy, czytając okryta pledem w salonie lub odsypiając zarwane poprzednie noce – w całości pod znakiem indyka, mielenia indyka w maszynce na korbę (!! :D), doprawiania indyka oraz upychania go w celulozowe osłonki. 12 h moczenia w soli i przyprawach, 3 h perswadowania opornemu ptactwu, żeby przeszło przez maszynkę, 2 h nadziewania ptactwem osłonek, 1 h parzenia ptactwa w precyzyjnie regulowanej temperaturze 75 stopni. Pół nocy szorowania kuchni.

 

 

– EFEKT – porażający w zestawieniu z powyższym: SIEDEM (odrobinę koślawych) PARÓWEK 100% PIERŚ INDYCZA powstałe z 750 g pięknego mięska z wolnego wybiegu. Ktoś powie – pff, mogłaś, szalona, kupić parówki supreme u bio-rzeźnika za 20 pln/ kg, a uparłaś się robić je w domu, za tyle samo plus cena osłonek plus doba roboty??!

 

 

 

 

– FINAŁ – parówek już nie ma, dzieci zjadły 😀

 

 

 

 

Tyle w krzywym zwierciadle, a serio?

Gdy świat oferuje ci chłam, olej chłam i zrób sobie dobrze sam/-a!

 

 

 

W sklepach nie ma parówek z mięsa, które nie byłoby rozdrobnioną i zmieloną papką odpadów mięsnych i tłuszczowych z dodatkiem skrobii, glukozy, konserwantów. Najlepsze parówki, na jakie można liczyć, to Piratki z Lidla – poza tym nic ciekawego.

 

 

Moje parówki są z najlepszego surowca i nie zawierają ŻADNYCH dodatków prócz odrobiny wody. Nie ma w nich cukru (a nawet Piratki mają w składzie glukozę!), żadnych azotynów czy azotanów, żadnej skrobii, żadnych podrasowanych kurzych łapek, są w pełni bezglutenowe. Smakują trochę jak białe kiełbaski. Są bardzo sycące, trzymają się w całości, można je spokojnie gotować, zamrażać, rozmrażać.

 

 

 

 

Super sprawa dla dzieci, szczególnie tych, które na widok mięsa zaciskają buzię w ewidentnym proteście. Myślę, że parówkom się nie oprą 😉

 

 

Przepis z internetów, oczywiście zmodyfikowany. Z oryginalnego wyrzuciłam sól peklową (bo po co pchać azotany w coś, co ma być bio i domowe) oraz skrobię (z tego samego powodu).

 

 

 

Składniki:

 

 

– pierś z indyka lub kurczęcia – ok. 1 kg

 

– kilka większych lub kilkanaście malutkich kostek lodu – ok. 100 g

 

– przyprawy wg gustu – do smaku, w wersji minimum tylko sól

 

 

Sposób wykonania:

 

 

– mięsko namaczamy na noc w mocnym roztworze soli

 

– mielimy dwukrotnie

 

– rozkruszamy w blenderze lód na kryształki

– miksujemy lód z mięskiem – można użyć zwykłego robota kuchennego – i doprawiamy jeśli trzeba

 

– nadziewamy osłonki (ja kupiłam na Allegro), zawiązujemy supełki. Jeśli nie posiadamy końcówek do nadziewania, nada się rękaw cukierniczy – sprawdziłam ;D.

 

– gotowe parówki parzymy w wodzie w 75 stopniach Celsjusza (tyle na pewno wytrzymają osłonki nie pękając)

 

Sparzone parówki przechowujemy w lodówce i zjadamy w ciągu 24 h lub zamrażamy.

 

 

Wartości odżywcze:

 

 

KALORIE 84 kcal /100 g (… indycze parówki ze sklepu mają 224 kcal)

 

 

BIAŁKO 19 g/100 g (… sklepowe 12 g)

 

 

TŁUSZCZ 1 g/100 g (… sklepowe 19 g)

 

 

WĘGLOWODANY 0 g (sklepowe od 1 do 5 g)

 

 

Ogólnie więc WARTO.

Myślę, że następnym razem pójdzie mi szybciej.

Mniej zje pies, mniej będzie bałaganu – praktyka czyni mistrzem 🙂

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *