Im więcej czytam – tym więcej odnoszę wrażeń.

 

 

Niekiedy mam  wrażenie, że wszystko wokół nam szkodzi – oprócz warzyw, owoców, orzechów oraz nasion. Że wszyscy powinniśmy stać się paleo i wtedy być może żylibyśmy długo i szczęśliwie. Wszyscy oczywiście szczupli, zdrowi oraz sprawni jako te gazele.

 

 

Innym razem wrażenia każą mi sądzić, że ktoś tu kogoś ma za idiotę. Instytut Żywności i Żywienia ma za idiotów naukowców i badaczy, przeciwnicy mleka mają za idiotów ekspertów IŻiŻ, Instytut Matki i Dziecka ma za idiotki wszystkie matki i wszystkie badania naukowe. I tak dalej. W roli dezinformowanych idiotów najczęściej niestety występujemy my – społeczeństwo. Taka obserwacja.

 

 

Ostatnie z przemożnych wrażeń dotyczy teorii spiskowej. Jeśli nie wiadomo, o co chodzi – ponoć zawsze chodzi o pieniądze. Albo o pieniądze i, na przykład, władzę. Ewentualnie o inwigilację i kontrolę przyrostu naturalnego. I tak dalej.

 

 

Na przykładzie mleka widać to bardzo wyraźnie – po pierwsze dwa wrogie obozy, a między nimi puste pole walki. Obozy mają całkowicie przeciwstawne teorie, a w odwodzie wyniki setek i tysięcy eksperymentów, badań, testów oraz prób klinicznych, które wzajemnie sobie przeczą.

 

 

Po drugie – gdyby pokusić się o spojrzenie z dalszej perspektywy – obozy i pole walki okazują się być zaledwie planszą szachową. Gracze noszą natomiast maski i za cholerę nie wiadomo, jaka jest stawka w tej rozgrywce.

 

 

Tyle tytułem wstępu, dalej suche fakty 😉

 

 

Mleko dla cieląt i dorośli mlekopijcy

 

 

Mój ulubiony argument przeciwników mleka. Owszem, mleko krowie z natury rzeczy przeznaczone jest dla krowich dzieci. Owszem, jako jedyny gatunek na ziemi pijemy mleko obcej matki, na dodatek do późnych lat życia. I?…

 

 

I nic to nie wnosi do szachowej partyjki.

 

 

Jako jedyni wstrzykujemy sobie również wirusy, żeby stymulować odporność. Jako jedyni nosimy odzież, golimy zarost, a nasze posiłki poddajemy obróbce cieplnej (i żeby tylko cieplnej!). Jako jedyni używamy w niemowlęctwie pampersów. Fermentujemy niewinne zboża i ziemniaki, by móc się upodlić w miłym towarzystwie. Uprawiamy seks oralny. Stosujemy antykoncepcję. Uznajemy istnienie sił nadprzyrodzonych. Nikt oprócz nas nie wpadł na pomysł, by polecieć w kosmos! My, ludzie, często nadajemy nowe przeznaczenie rzeczom lub istotom – wirusom, które mają nagle nas chronić zamiast zabijać, marihuanie, stopom metali, które wynoszą nas w niebo. Kradniemy ptakom przestworza, Ziemi złoża minerałów, atmosferze ozon, krowom mleko. Tyle. Nie ma o czym mówić.

 

 

 

 

 

 

Kobieta nie krowa, dziecko nie cielak

 

 

Racja – porównajmy niektóre składniki mleka krowiego i ludzkiego (w przeliczeniu na 100 g mleka):

 

 

                                   B                 T                 W               Ca                P

mleko krowie         4,0 g           3,5 g           4,9 g           118 mg       97 mg

mleko ludzkie        1,2 g           4,0 g           9,0 g            33 mg        18 mg

 

A więc:

 

 

mleko krowie ma ponad 3-krotnie wyższą zawartość białka od kobiecego, przy czym jakościowo są to białka niezbyt nam potrzebne – np. beta-laktoglobulina, która odpowiada za około 62-80% uczuleń na mleko i kazeina do budowy kopyt i rogów, która odpowiada za kolejne 20-38 % alergii.

 

Kazeinę wini się za tworzenie gęstej śluzowej wydzieliny, która blokuje cały system oddechowy, osadza się na błonach śluzowych jelit,  uniemożliwia odpowiednie wchłanianie substancji odżywczych, a w wyniku trawienia przekształca się w homocysteinę zalepiającą tętnice i żyły.

 

Nadmiar białka w diecie (więcej niż max. 1 g/ każdy kg masy ciała dziennie – dla osoby o wadze 50 kg byłoby to nieco ponad litr mleka – a gdzie margines dla innych białek, np. pochodzących z mięsa, przetworów mlecznych, ryb, roślin?) może powodować m.in. wzmożoną produkcję antygenów i reakcje autoagresywne, niedobory wapnia, obciążenie nerek, nadwagę (nadprogramowe białko przekształcamy w cukier – glukoneogeneza –  i pakujemy w magazyn tkanki tłuszczowej).

 

Ponadto, z wiekiem produkcja enzymu trawiącego kazeinę (a także enzymu laktazy trawiącego laktozę – cukier mleczny) spada stopniowo – stąd kazeina może zacząć uczulać w wieku dorosłym nawet jeśli mleko było stosunkowo dobrze tolerowane w dzieciństwie.

 

 

ALE!

 

Jednocześnie mleko zawiera WSZYSTKIE aminokwasy egzogenne konieczne dla prawidłowego funkcjonowania organizmu ludzkiego (tj. takie, których organizm sam nie wytwarza, a jednocześnie bez nich nie jest w stanie budować własnych białek).

 

Nietolerancja białka mleka krowiego występuje rzadziej niż np. łososia czy truskawek i dotyczy przede wszystkim najmłodszych dzieci, przy czym ponad 90% z nich wyrasta z tej choroby po ukończeniu 5 roku życia – o czym będziemy pisać w aspekcie alergenności mleka.

 

Autorytety medyczne przestrzegają, że niewybaczalnym błędem byłoby pozbawianie dzieci mleka jeśli nie mają stwierdzonej alergii (stwierdzonej na podstawie odpowiedniej diagnostyki wykraczającej poza obserwację i testy skórne!) – o ile oczywiście nie występują u nich dodatkowe przeciwwskazania zdrowotne – jak choćby uporczywie nawracające infekcje górnych dróg oddechowych lub zaburzenia gospodarki cukrowej.

 

 

mleko krowie zawiera sześciokrotnie więcej wapnia i fosforu niż mleko kobiece – teoretycznie rewelacja, prawda? Na dodatek wzajemne proporcje tych składników zapewniają optymalne wchłanianie wapnia (idealnie – dla osób dorosłych przyjmuje się, że stosunek molowy Ca:P powinien wynosić 1:1, dla dzieci – 1,2:1.) Sztandarowy argument „starej szkoły” dietetycznej dotyczący niezbędności mleka w diecie – i stąd eksperci z towarzystw i instytutów naukowych zajmujących się żywieniem (jak choćby Instytut Żywności i Żywienia, Komitet Żywienia Człowieka PAN i Polskie Towarzystwo Nauk Żywieniowych) zaleca dorosłym spożywanie w ciągu dnia minimum dwóch porcji mleka i produktów mlecznych, a dzieciom aż 3-4.

 

Badania przeprowadzone na Uniwersytecie Medycznym w Białymstoku, (Osteoporosis International 2007) wykazują związek między dietą pozbawioną mleka i produktów mlecznych, a liczbą złamań u dzieci i młodzieży do 20 roku życia – wynika z nich, że grupa na diecie bezmlecznej narażona jest na 4-krotnie wyższe ryzyko wystąpienia złamań.

 

Podobnie np. badania przeprowadzone przez  Szpital Uniwersytecki w Zurychu i Dartmouth Medical School potwierdzają, że do złamań kości u osób spożywających każdego dnia 4 szklanki mleka dochodzi o około 70%. rzadziej, niż u osób unikających mleka.

 

 

ALE!

 

Badania naukowe dowodzą także, że zdolność do absorpcji wapnia przez kościec jest najwyższa do ok. 20 r.ż., a potem regularnie spada, by po 35 r.ż ustać zupełnie – co oznacza, że później już tylko tracimy stopniowo masę kostną, nie będąc w stanie jej rewitalizować.

 

Co więcej, istnieją badania dowodzące, że spożywanie wapnia przez osoby dorosłe nie ma żadnego wpływu na zwiększenie gęstości kości, gdyż w pewnym wieku proces uwapniania po prostu naturalnie zamiera, a także że osteoporoza częściej dotyka nacje i jednostki spożywające stosunkowo dużo mleka/nabiału, a – paradoksalnie z pozoru – rzadziej grupy „bezmleczne” lub „niskonabiałowe”.

 

Mleko, owszem – zawiera potężną dawkę wapnia (a sery żółte czy parmezan – tych wystarczy zaledwie 100 g dziennie!), ALE! Jednoczesna wysoka zawartość białka sprawia, że mleko może wręcz wypłukiwać wapń z organizmu.

 

Mechanizm jest bardzo prosty: zbyt duża ilość białka w diecie (gł. mięso i nabiał, jaja, ryby) zakwasza organizm i wymaga spożytkowania części wapnia na neutralizację powstających kwasów. Ludzki organizm radzi sobie z tym czerpiąc wapń z tkanek – następuje ich demineralizacja (odwapnienie) i tym samym ryzyko osteoporozy, próchnicy, złamań,  zmian zwyrodnieniowych, etc. – paradoksalnie wzrasta.

 

Zbyt wysoka podaż wapnia powoduje natomiast, że organizm stara się jego nadmiar wydalić i zamiast mocnych kości budujemy w nerkach uciążliwe kamienie i złogi wapniowe.

 

 

mleko krowie zawiera niemal dwukrotnie mniej węglowodanów niż mleko kobiece. Znów proste wytłumaczenie – maleńki człowiek nie mając potrzeby budowania potężnego kośćca (jak cielak), potrzebuje dla odmiany odpowiednio wyższej podaży węglowodanów jako paliwa dla szokująco intensywnie rozwijającego się mózgu i układu nerwowego.

 

– mózg i układ nerwowy żądają ponadto regularnych dostaw niezbędnych nienasyconych kwasów tłuszczowych – NNKT – których mleko ludzkiej matki zawiera 6-10-krotnie więcej niż mleko krowie. Cielaczki mają ogromne ciała i stosunkowo nieduże mózgi – mali ludzie zupełnie odwrotnie.

 

 

jednym z ważniejszych składników mleka kobiecego jest lecytyna konieczna do rozwoju mózgu i systemu nerwowego dziecka. Mleko krowie zawiera jej aż 3-krotnie mniej!

 

 

ALE!

 

Powyższa argumentacja uzasadnia jedynie to, że mleko krowie nie jest właściwym ZAMIENNIKIEM mleka ludzkiej matki, ponieważ nie spełnia wymogów organizmu nowonarodzonego ludzkiego dziecka. Tak samo jak mleka, nie należy podawać maleńkim ludziom np. soków owocowych, mięsa, kogli-mogli z jajek. Po prostu dlatego, że żaden z tych produktów nie zaspokaja potrzeb noworodka i każdy na dodatek może poważnie zaszkodzić.

 

 

Argumentacja o składzie mleka krowiego traci natomiast głębszy sens w kontekście żywienia ludzi dorosłych – tak naprawdę wszystko w nadmiarze szkodzi i zwyczajnie mleko nie jest tu wyjątkiem. Natomiast jako DODATEK do jadłospisu czy ELEMENT codziennej diety nie jawi się już tak mrocznie i zabójczo, a w istocie szkodzi nieporównanie mniej niż np. tłuszcze trans czy choćby cukier dodany, które znajdziemy niemal we wszystkich produktach przetworzonych!

 

 

 

Pij mleko – będziesz wielki czy chory?

 

 

Będziesz wielki, to na bank. Według przeciwników nabiału – przerośnięty, lecz zarazem anemiczny, ospały i wielokrotnie bardziej podatny na infekcje (ucha, gardła, dróg oddechowych, przewlekłe katary), choroby metaboliczne (insulinooporność, cukrzyca), autoimmunizacyjne (niedoczynność tarczycy, Hashimoto, Graves-Basedow), nowotwory (białaczka, chłoniaki, rak płuc, rak jajnika, rak prostaty) oraz choroby serca i układu krążenia – miażdżyca, zły cholesterol, niedokrwistość.

 

 

ALE!

 

Istnieją analogiczne dowody naukowe na wręcz odwrotny wpływ mleka krowiego na stan zdrowia dzieci – badania prowadzono pod kątem oceny działania mleka surowego (przy zachowaniu wszelkich norm ostrożności i higieny) vs. mleka pasteryzowanego oraz mleka UHT. Wnioski są przełomowe: wykazano, iż dzieci karmione mlekiem nieprzetworzonym miały niższy poziom białka C-reaktywnego, który jest miarą stanów zapalnych organizmu. W badaniach wzięło udział 1000 niemowląt z obszarów głównie wiejskich, o niskim bądź znikomym stopniu uprzemysłowienia, czystych biologicznie. Wśród dzieci karmionych świeżym mlekiem częstotliwość przeziębień i innych infekcji układu oddechowego oraz zapalenia ucha środkowego była o 30% niższa w porównaniu z grupą spożywającą mleko UHT, natomiast już samo podgrzewanie mleka przed podaniem maleństwom wyraźnie obniżało ten ochronny efekt, wyższe temperatury stosowane w przetwarzaniu UHT całkowicie go natomiast eliminowały!

 

 

W odniesieniu do chorób serca i układu krążenia przeciwnicy mleka wskazują jako winnych białko kazeinę oraz tłuszcze nasycone pochodzenia zwierzęcego występujące w mleku pełnym oraz tłustych przetworach mlecznych (masło, śmietana, sery). ALE! Pamiętajmy, że „mit cholesterolu” również już chwilę temu obalono i w świetle najnowszych badań nad cholesterolem egzogennym argument o szkodliwości mleka krowiego pełnego mocno traci na wiarygodności. O cholesterolu będziemy pisać w jednym z kolejnych artykułów; tu ograniczę się do stwierdzenia, że to cukier winny jest cholesterolowej apokalipsie, a spożywany tłuszcz zwierzęcy – ani pochodzący z mięsa, ani też z nabiału – nie ma u osób zdrowych wpływu na jego poziom w surowicy.

 

 

Wynika z tego niezbicie, że to głównie hormony (i inne dodatki, których w naturalnym mleku nie powinno w ogóle być! – na przykład hormon wzrostu podawany krowom) oraz procesy utrwalania zabijające wartości odżywcze mleka mogą destrukcyjnie wpływać na zdrowie człowieka. Samo mleko, czyste biologicznie i nieprzetworzone, spożywane z umiarem – może okazać się w najgorszym razie zaledwie OBOJĘTNE dla naszego organizmu, a w pewnych sytuacjach prawdopodobnie nawet pożądane (jak choćby fermentowane napoje mleczne o lżejszej strawności i niezwykle bogate w dobre bakterie probiotyczne).

 

 

 

 

Dr Mlekyll & Mr Mlyde

(czyli składniki mleka, o których nie wiedziałeś)

 

 

Powyższe fakty skłaniają do refleksji. Czy nagonka na mleko jako takie, bez różnicowania stopnia jego przetworzenia, jest w pełni zasadna? Czy na pewno chodzi o ‘mleko obcej matki’ lub naturalnie występujące w mleku związki chemiczne – czy może o wątpliwy bonus w postaci koktajlu sztucznie wprowadzonych doń bakterii chorobotwórczych, wirusów, leków i hormonów?

 

 

Dla większości z nas to dokładnie wszystko jedno, bo TAK CZY INACZEJ nie mają i nie będą mieć dostępu do bio-mleka od wolno hasającej krowiny żywionej trawą bez pestycydów lub tradycyjnie suszoną w stogach, dojonej ręcznie po uprzednim obmyciu wymion wodą z szarym mydłem, zamieszkującej pachnące świeżą słomą metry kwadratowe przytulnej acz nowoczesnej obórki. Ach, i regularnie raz w tygodniu badanej przez weta z prawdziwego zdarzenia. Utopia.

 

 

  • Krowy, których mleko pijemy, w życiu nie widziały pastwiska.

 

  • Ich boksy mają metr na dwa. Z przodu wiązka sianopodobnej karmy na betonie, z tyłu techno- dojarka podłączona do wymion.

 

  • W naturze ssacza matka wytwarza mleko wtedy i tylko wtedy, gdy spodziewa się lub wyda na świat potomstwo. Cóż, naszych krów cielaki przeważnie nigdy nie ssały, a mleko płynie szczodrze jak z kranu. Magia? Nie, przemysł spożywczy. Krowy są sztucznie zapładniane aby wymusić produkcję mleka, cielaki natychmiast się im odbiera, przez krótki czas tuczy, po czym przerabia na cielęcinę.

 

 

Dla jasności – nie pretenduję do roli eksperta w dziedzinie hodowli mlecznej i w życiu nie byłam na mlecznej farmie. Moja wiedza jest teoretyczna, plus kilkadziesiąt filmików na YT kręconych przez lokalne stacje telewizyjne, promujących gospodarstwa mleczne kilkadziesiąt do max. kilkuset krów. Znamienne, że nigdzie nie widać tych krówek na łące – no ale kto by się kłopotał wypasaniem takiego stada. Albo może reporterzy trafiali akurat przypadkiem w taką porę roku, że się krowiny trzyma w cieple, bo trawa zamarznięta?

 

 

Na filmikach krówki czyste, sierść lśniąca, siana pod dostatkiem. Cecha wspólna – jeździ po oborze taki science-fiction robocik i zagarnia karmę krowie pod pysk. Jeśli farma biedniejsza – zamiast sci-fi urządzeń widzimy traktor ze stosownym osprzętem. Ani widu ani słychu osławionych wymion w stanie zapalnym, „downer cows”, magazynów pękających w szwach od hormonów, leków i antyboli. Albo może ja się czepiam ;).

 

 

Cytując muczące z dumy źródło – mimo zmniejszenia liczby producentów mleka  oraz znaczącego spadku pogłowia krów mlecznych, w naszym kraju utrzymuje się wysoka produkcja oraz zwiększają się dostawy (…). Zmiany w strukturze produkcji mleka wyrażają się stałym wzrostem wydajności krów mlecznych.

 

 

No jakże to tak? Jedyny wniosek – hodowla wspomagana. I tu dochodzimy do sedna problemu.

 

 

  • krowom podawane są hormony

 

  • krowy leczy się antybiotykami

 

  • krowy spożywają paszę pędzoną na pestycydach

 

  • pozostałości leków, antybiotyków i hormonów oraz chemii stosowanej przy produkcji pasz spożywamy z mlekiem – plus wirusy, bakterie oraz antygeny odporne na działanie podwyższonych temperatur (pasteryzacja, UHT)

 

  • te bonusowe dodatki (hi-tech milk) mogą destrukcyjnie wpływać na naszą własną gospodarkę hormonalną (-> przedwczesne dojrzewanie, wzrost, podwyższona masa ciała). Antygeny mogą podrażniać układ immunologiczny prowadząc do reakcji autoimmunologicznej i niszczenia własnych narządów przez wytworzone obronnie przeciwciała. Nie udowodniono możliwości zarażenia się wirusami odbydlęcymi in vivo, choć obserwowano ten proces in vitro; istnieją natomiast udokumentowane przypadki infekcji bakteryjnych (salmonella, e. coli, gronkowce), w tym o dużym i bardzo dużym zasięgu.

 

 

ALE!

 

Nie stwierdzono destrukcyjnego wpływu bio-mleka na ludzką gospodarkę hormonalną; być może to nie mleko jest winne, a człowiek, który w swej chciwości sięgnie po każdy rodzaj dopingu, by osiągnąć zysk?

 

 

 

 

Koktajl śmierci czy eliksir życia?

– o mlekotworach, mlekomutantach i mlekozdrajcach

 

 

Ortodoksyjni przeciwnicy mleka wspominają co rusz o pozytywnej korelacji pomiędzy ilością mleka w diecie a zachorowalnością na nowotwory oraz cukrzycę i choroby z autoagresji.

 

Badacze podejrzewają, że wytworzone w okresie pierwszego roku życia przeciwciała przeciw białkom mleka atakują następnie i niszczą trzustkę, powodując u predysponowanych genetycznie dzieci i/lub dorosłych wzrost ryzyka wystąpienia cukrzycy insulinozależnej.

 

Istnieją także dowody na tworzenie się ludzkich przeciwciał w reakcji na wirusa białaczki bydlęcej, choć nie udowodniono jednoznacznie, że może to skutkować uaktywnieniem się białaczki, chłoniaka lub innych nowotworów (płuc, jajników, prostaty) u ludzi. Pewne badania wskazują po prostu na wyższą zachorowalność na nowotwory w rejonach, gdzie produkcja i spożycie mleka są wyraźnie większe niż w innych.

 

Uważa się, że zachwianie równowagi hormonalnej jest podstawową przyczyną powstawania raka – w tym kontekście głównym winowajcą mogą być hormony i steroidy zawarte w krowim mleku (insulinopodobny czynnik wzrostu IG-1, gonadotropina, hormon stymulujący tarczycę, steroidy jajnikowe, epidermalny czynnik wzrostowy). Pobudzając nadmiernie nasz układ immunologiczny i dokrewny, przysadkę mózgową, tarczycę, korę nadnerczy, jądra i jajniki – prowadzą one do zaburzeń hormonalnych i nieprawidłowej pracy tych gruczołów, a w dalszej pespektywie mogą wywołać niedoczynność hormonalną i/lub autoagresje oraz mutacje komórkowe.

 

 

ALE!

 

Warto podkreślić, że NIE istnieją jednoznaczne, bezpośrednie dowody naukowe, że mleko w czystej postaci ma jakikolwiek wpływ na powstawanie wymienionych schorzeń. Wnioski formułowane są tylko na podstawie obserwowania pewnych prawidłowości oraz korelacji; nie jest realnie możliwe rozróżnienie, gdzie kończy się destrukcyjny wpływ DODATKÓW obecnych w mleku przemysłowym, a zaczyna (o ile w ogóle)  mutagenny, patogenny czy kancerogenny wpływ samego mleka na organizm ludzki.

 

Istnieją badania, które potwierdzają wręcz odwrotny od wyżej wzmiankowanego wpływ mleka na nowotwory: np. przeprowadzone w Norwegii testy dowiodły, iż sprzężony kwas linolowy (CLA) obecny w mleku krowim wpływa na zahamowanie rozwoju komórek nowotworowych raka piersi, jelita grubego, płuc i pierwotnego raka , a wyniki innych badań prowadzonych w Tajwanie dowodzą z kolei, że niektóre składniki mleka krowiego mogą niszczyć komórki raka żołądka.

 

 

 

 

Mleko – alergie i nietolerancje

 

 

Osobnym zagadnieniem jest kwestia mleka jako silnego alergenu.

 

Występowanie alergii na dany produkt jest uwarunkowane wiekiem uczulonych osób i częstością codziennego spożycia produktu w danych regionie geograficznym. W Polsce uczulenie na alergeny pokarmowe (od łagodnych objawów skórnych poprzez uogólnioną reakcję alergiczną aż do pełnoobjawowego wstrząsu anafilaktycznego) aż do wstrząsu anafilaktycznego włącznie), wywołują najczęściej mleko, jaja oraz orzeszki arachidowe.

 

Najważniejsze alergeny mleka to kazeina oraz alfa- i beta-laktoglobuliny, a sama alergia może objawiać się z różnym natężeniem i w różnej postaci – skórnej, żołądkowo-jelitowej, oddechowej, ogólnoustrojowej etc.

 

 

Alergia na mleko jest często mylona z nietolerancją laktozy (cukru mlecznego), która jest spowodowana wrodzonym brakiem lub niedoborem laktazy – enzymu rozkładającego laktozę na cukry proste: glukozę i galaktozę. Objawy tej nietolerancji to przede wszystkim biegunki, wzdęcia, bóle brzucha.

 

 

Fakt, że mleko krowie często powoduje alergie i nietolerancje jest mocnym i popularnym argumentem jego przeciwników.

 

 

ALE!

 

Czy ktokolwiek urządza nagonkę na orzechy, truskawki albo seler tylko dlatego, że część społeczeństwa ich nie toleruje? Oczywistym będzie w takiej sytuacji unikanie alergenu przez osoby uczulone, natomiast w kontekście osób nie wykazujących żadnych symptomów braku tolerancji białka mleka krowiego i/lub laktozy – argument traci moc. Moglibyśmy równie dobrze unikać przynajmniej kilkunastu innych produktów – tylko dlatego, że TEORETYCZNIE mają wysoki potencjał alergizujący. Jaki miałoby to sens? Pomijając już to, że stwierdzona bezsprzecznie alergia na białko mleka dotyczy głównie maleńkich dzieci, zaledwie 2-5% spośród nich, i w 90% cofa się z wiekiem, najczęściej w pierwszych 3 latach życia, a nietolerancja laktozy jest normalnym objawem ewolucyjnym obserwowanym głównie u dorosłych i najczęściej dotyczy przede wszystkim samego mleka, a w mniejszym lub żadnym stopniu jego przetworów.

 

 

 

 

Umiar, sceptycyzm i zdrowy rozsądek

 

 

W batalii pomiędzy zwolennikami i przeciwnikami mleka najroztropniej jest zachować podejście zdroworozsądkowe.

 

 

Każdy z nas jest organizmem jedynym w swoim rodzaju, niepowtarzalnym genetycznie, w odmienny sposób zaadaptowanym do warunków, w jakich wzrastał i żyje.

 

 

Zwolennicy teorii o mleku jako niemal doskonałym odżywczo produkcie natury odwołują się do badań naukowych, które potwierdzają tę odżywczość bez cienia wątpliwości – mleko krowie wg nich chroni przed niedoborami minerałów i witamin, pomaga zwalczać nowotwory, dostarcza pełnowartościowego białka, wspomaga odporność, chroni przed infekcjami, sprzyja utrzymaniu właściwej masy ciała. Eliksir życia!

 

 

Przeciwnicy spożywania mleka krowiego (zwierzęcego) dowodzą przy użyciu równie wiarygodnych wyników badań, że jest dokładnie odwrotnie – mleko krowie sprzyja niedoborom pokarmowym, nadwadze i otyłości, chorobom, wystąpieniu alergii i nietolerancji, zachwianiom równowagi hormonalnej, zaburzeniom odporności. Koktajl śmierci!

 

 

Tymczasem prawda leży gdzieś pośrodku i najeżona jest wieloma JEŚLI, ALE i O ILE.

 

 

W mojej opinii należałoby więc nie ulegać panice:

 

 

  • unikajmy w miarę możliwości nabiału ze źródeł przemysłowych. Jeśli mamy dostęp do mleka i jego przetworów pochodzących od krów z chowu niekomercyjnego (babcia, ciocia, gospodarstwo ekologiczne w okolicy) – warto płacić za nie wyższą cenę. Jeśli jesteśmy skazani na produkty sklepowe, a nie potrafimy zrezygnować z nabiału – poszukujmy produktów z rolnictwa ekologicznego, bez GMO, z krótkim terminem przydatności do spożycia, raczej świeżych lub pasteryzowanych niż UHT, raczej fermentowanych niż słodkich.

 

  • nabiał powinniśmy spożywać jako dodatek do diety, nie podstawę diety. Aurea mediocritas!

 

  • nabiał powinniśmy spożywać tylko jeśli nasz organizm dobrze go toleruje (a więc pozostaje w dobrym zdrowiu, wyniki badań w normie, brak zaburzeń hormonalnych i metabolicznych, symptomów alergii lub nietolerancji – wzdęć, gazów, objawów skórnych, problemów z wagą, etc.)

 

  • nabiał preferowany to produkty mleczne fermentowane, których spożywanie wniesie więcej korzyści niż tylko wynikające z zaklasyfikowania do kategorii „nabiał”

 

  • nie eliminujmy nabiału z diety dziecka, jeśli nie występują u niego objawy nietolerancji lub alergii i nie ma ku temu konkretnych wskazań zdrowotnych (np. notorycznie nawracające choroby górnych dróg oddechowych), a maluch lubi mleko i chętnie po nie sięga. Zaprogramowany w taki sposób młody organizm szybko zmniejszy ilość produkowanej laktazy i jeśli w przyszłości dziecko spożyje produkt mleczny, może okazać się, że zafundowaliśmy mu nietolerancję.

 

  • w miarę możliwości zrezygnujmy z picia mleka jako napoju i z mleka jako podstawy posiłku (mleko do muesli, budyniu, do kawy czy popijania starajmy się zastąpić odpowiednikiem roślinnym). Czyste mleko częściej niż przetwory mleczne powoduje dyskomfort po spożyciu i może zawierać więcej substancji dodatkowych niż przetwory mleczne.

 

  • unikajmy bezwzględnie nabiału (także śladowych ilości w produktach kupnych innych niż nabiał!) w razie stwierdzenia złej tolerancji mleka krowiego i/lub alergii na białka mleka.

 

  • rozważmy radykalne ograniczenie lub całkowitą rezygnację z nabiału w przypadku chorób autoimmunizacyjnych – nawet jeśli testy nietolerancji nie wykazały takiej konieczności. Na temat powiązań np. Hashimoto i produktów mlecznych istnieje niewielka ilość badań klinicznych, jednak część z nich potwierdza, że u chorych z towarzyszącą nietolerancją laktozy wyeliminowanie nabiału poprawiło stan zdrowia do tego stopnia, że można było zredukować dawkę leków. Generalnie w chorobach z autoagresji zaleca się zastosowanie tzw. protokołu autoimmunologicznego, który między innymi całkowicie wyłącza nabiał z diety. Skuteczność protokołu w wyciszaniu odpowiedzi systemu immunologicznego jest potwierdzona.

 

  • zamienników mleka zwierzęcego jest więcej, niż moglibyśmy przypuszczać. Najbardziej oczywistym będą „mleka” roślinne – orzechowe, migdałowe, kokosowe, sojowe (niezalecane w problemach z tarczycą i kontrowersyjne z uwagi na stopień zmodyfikowania soi dostępnej w sprzedaży, tzw. soi transgenicznej), owsiane, ryżowe i wiele innych. W kolejnym wpisie na blogu pokażemy, że można zrobić z nich nawet bezmleczny twarożek i śmietankę!

 

  • W kontekście zastępowania składników mleka zwierzęcego (głównie białka, fosforu, wapnia, witamin A i D) składnikami pochodzącymi z produktów bezmlecznych – polecamy ryby i owoce morza, mięso z pewnych źródeł, owoce i warzywa, orzechy, nasiona i pestki, wodę średnio- i wysokozmineralizowaną (ta ostatnia nie jest polecana małym dzieciom, gdyż może nazbyt obciążać nerki).

 

 

 

Czytaj także:

 

 

 

 

Już niedługo bardzo praktyczny i przydatny wpis

na temat jadłospisu bezmlecznego.

Śledź bloga i do usłyszenia wkrótce 🙂 !

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *