DZIEŃ TRZECI akcji GO SUGAR FREE z FIT MISJĄ 🙂

 

 

!!! KONTYNUUJESZ PICIE WODY – minimum litr dziennie czystej wody bez dodatków 🙂 !!!

 

 

!!! SŁODZISZ MAX 4 ŁYŻECZKI DZIENNIE – redukując ilość wypijanych filiżanek ALBO słodząc mniej niż zazwyczaj.

 

 

 

 

Zadanie na dziś – JEŚLI PIJASZ SŁODKĄ KAWĘ/ HERBATĘ, OD DZIŚ WYPIJAJ JĄ DO POSIŁKU (lub na krótko przed/ po planowanym posiłku albo ZAMIAST POSIŁKU DODATKOWEGO (2 śniadanie, podwieczorek).

 

 

(Jeśli pijasz gorzką, możesz trzymać się dotychczasowych przyzwyczajeń 😉 )

 

 

Dlaczego to ważne?

 

 

Każdy posiłek, przekąska, kęs jabłka, napój (oprócz wody) czy nawet guma do żucia to dla organizmu sygnał, że należy przygotować się do trawienia.

 

 

Nie jest aż tak istotne z punktu widzenia reakcji zachodzących w ciele bezpośrednio przed posiłkiem i w trakcie posiłku, czy planujesz zjeść owoc, dwudaniowy obiad, czy np. łyknąć puszkę coli dla ochłody. Cokolwiek nie miałoby to być, mechanizm pozostaje ten sam i ma na celu jedno – przetworzyć jadło na energię i dostarczyć tę energię komórkom ciała. A więc:

 

 

  • Zmysły przekazują do mózgu obraz i zapach posiłku

 

  • Mózg wysyła impulsy do ślinianek i całego układu pokarmowego – Uwaga, pełna gotowość!

 

  • Trzustka rozpoczyna produkcję INSULINY, której zadaniem jest transportowanie rozłożonych na części pierwsze cukrów/ węglowodanów z krwi do komórek mięśniowych i tłuszczowych ciała.

 

 

… i waśnie o to chodzi – o insulinę!

 

 

PIJĄC SŁODKĄ KAWĘ LUB HERBATĘ POMIĘDZY POSIŁKAMI, POWODUJESZ NIEPOTRZEBNY WYRZUT INSULINY. W zależności od kondycji Twojego metabolizmu oraz ilości cukru w kawie/ herbacie – poziom insuliny pozostanie wysoki do nawet 2-3 godzin po jej wypiciu. To tylko słodka kawka/ herbatka – a jednak tyle dodatkowej pracy dla Twojego ciała!

 

 

 

 

Jeśli wypijesz ją tuż przed/ w trakcie lub zaraz po posiłku – oszczędzisz sporo wysiłku swojemu trawieniu 😉

 

 

W normalnej sytuacji, u zdrowego człowieka odżywiającego się racjonalnie, poziom glukozy oraz insuliny we krwi powinien po 2 godzinach od posiłku wrócić do stanu sprzed posiłku. Wówczas dochodzi do głosu inny hormon, antagonista insuliny – glukagon – którego działanie jest odwrotne i polega na wyrównaniu obniżonego poziomu glukozy we krwi poprzez rozkład zmagazynowanego w wątrobie glikogenu.

 

 

Gorzej, jeśli w ciągu doby spożywamy pierdyliard słodkich drobiazgów – nasza insulina przez cały dzień jest w kosmosie, glukagon nie ma szans opróżnić magazynów, a my siedząc w pracy czy po pracy przed TV/ komputerem, raczej nie spalamy nadmiaru energii np. poprzez wzmożoną aktywność fizyczną. Efekt? – kolejne dostawy cukru odkładają się nam w tkance tłuszczowej…

 

 

Wysoki poziom insuliny jest winowajcą jeszcze jednej zmory osób uzależnionych od cukru: napadowego głodu na słodkie.

 

 

Mechanizm wygląda w uproszczeniu tak:

 

 

Zjadamy słodkie śniadanie, po drodze do pracy batonik, w pracy słodka kawa i bułeczka do kawy. Jest południe, a nas ogarnia nagle przemożna senność. Nadprodukcja insuliny w odpowiedzi na nadmiar spożytego cukru obniża nam poziom glukozy we krwi, pozbawiając mózg podstawowego źródła energii. Normalnie włączyłby się nam glukagon i wyrównał ów poziom, ale insulina wciąż jest wysoko, więc pobranie cukru zmagazynowanego w wątrobie (ilość równoważna trzem czekoladowym batonikom!) i wyrównanie jego poziomu we krwi nie jest niestety możliwe… Mózg zaczyna się „wyłączać”, więc rozpaczliwie poszukuje źródła energii i w desperacji podpowiada nam najprostsze rozwiązanie – zjedzenie słodyczy. Jeśli ulegniemy, może się okazać, że wpadliśmy w błędne koło. Mamy zapasy, nie możemy z nich skorzystać z własnej winy, więc sięgamy po kolejne dostawy – magazyn rośnie, apetyt rośnie, dostawy rosną…

 

 

Notorycznie podwyższony poziom insuliny i cukru we krwi prowadzi nas ponadto prościutką drogą do insulinooporności i cukrzycy typu 2.

 

 

 

 

Każda cząsteczka insuliny dysponuje unikalnym kodem (kluczem) otwierającym komórkę mięśni. Gdyby insuliny zabrakło albo gdyby „kluczyk” nie otworzył komórki – cukier będzie krążył we krwi otulając m.in. cząsteczki białek (glikacja – pisałam o tym wczoraj w części drugiej detoksu), odkładając się w węższych odcinkach krwiobiegu (tętnice, drobne żyły), aż wreszcie trafi do gościnnych komórek tłuszczowych i odpowiednio przetransformowany w cząsteczkę tłuszczu – znajdzie tam bezpieczne schronienie na długi czas. Jednocześnie komórki mięśni i narządów, które powinny otrzymać cząsteczkę cukru transportowaną przez insulinę – nie dostaną jej i niezależnie od tego, ile fizycznie ZJEMY – będą głodować. Taka sytuacja ma miejsce, gdy predyspozycje i/lub błędy żywieniowe związane z nadmierną konsumpcją prostych węglowodanów oraz cukru spowodują u nas stan nazywany INSULINOOPORNOŚCIĄ lub gdy zachorujemy na cukrzycę.

 

 

INSULINOOPORNOŚĆ nie została dotąd sklasyfikowana jako jednostka chorobowa. Lekarze traktują ją jako swego rodzaju stan przedcukrzycowy. Jeśli na co dzień spożywamy cukru tyle, że organizm przestaje radzić sobie z jego zagospodarowaniem (czyli więcej, niż możemy zmagazynować w mięśniach i wątrobie w postaci GLIKOGENU i zużyć na bieżące potrzeby energetyczne, np. siłownię, aerobic czy inną aktywność), wyrzuty insuliny po posiłku stają się stopniowo coraz wyższe, niewspółmierne do ilości przyjmowanych składników odżywczych, a bombardowane dostawami cukru komórki zamykają się i blokują na insulinę. Najprościej mówiąc, insulinooporność jest wtedy, gdy kod/kluczyk do komórki-odbiorcy przestaje pasować i insulina nie może przekazać swojego cukrowego bagażu adresatowi. Wysycona cukrem komórka nie otworzy się, więc trzustka otrzymuje od mózgu kolejne sygnały o konieczności produkowania insuliny – więcej, więcej, żeby tylko zapakować krążący we krwi cukier jak najszybciej do komórek, oczyścić z niego krew. To oczywiście nie działa – cukier nadal zapycha tętnice, glikuje białka i sieje spustoszenie jak horda dzikich najeźdźców – zanim trafi do tkanki tłuszczowej, potrafi wyrządzić wiele szkód krążąc na oślep we krwi. To wtedy właśnie tyjemy, pogarszają się nam wyniki badań, odczuwamy chroniczne znużenie, zmęczenie, ospałość, psuje nam się cera, szybko się męczymy, łatwiej chwytamy infekcje. Co więcej, w naszym ciele przestaje zachodzić zjawisko spalania tkanki tłuszczowej, ponieważ podwyższony bezustannie poziom insuliny we krwi (tzw. HIPERINSULINEMIA) blokuje tę możliwość.

 

 

Jeśli insulinooporność nie zostanie w porę zdiagnozowana i sposób odżywiania pozostanie kiepski pomimo tego, że kluczyki coraz częściej nie działają – wymęczona produkcją insuliny trzustka po prostu nam zaszwankuje. Insuliny będzie coraz mniej i mniej, cukru we krwi coraz więcej i na dłużej.  Po kilku, max kilkunastu latach takiego stanu komórki beta trzustki ulegną kompletnemu wyczerpaniu i nagle (nagle?) okaże się, że… mamy już cukrzycę i w wyniku braku insuliny w ogóle nie jesteśmy w stanie wykorzystywać glukozy jako źródła energii.

 

 

To jednak temat na osobny wpis, dość już Was wymęczyłam dzisiaj 🙂

 

 

Do dzieła więc, od dziś trzymamy insulinę na smyczy. I tę smycz będziemy sukcesywnie odtąd skracać, kochani 😉

3 comments on “DZIEŃ TRZECI – go sugar free z Fit Misją! DETOKS CUKROWY

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *